Pijany demiurg, czyli o tym, jak Dionizos wężykiem po Grecji wędrował

„Nudno się tu robi.” – stwierdził pewnego dnia Dionizos, obojętnym wzrokiem omiatając wzgórza ojczystej Tracji. „Ludzie są tu już zupełnie ucywilizowani, robią całkiem dobre wina. Czas sprawdzić, czy są miejsca, w których jeszcze mnie nie ma!”

Zakładając po drodze winnice wszędzie, gdzie się da, powędrował więc Bachus na południowe rubieże Macedonii.

Macedonia

W Salonikach wynudził się śmiertelnie. Polis, choć ładne, nie zaoferowało mu wielu rozrywek. Zachciało mu się w góry. Wyskoczył więc nieco na północ, do polis o nazwie Pella u podnóża góry Paiko. Uznał, że w tej zbudowanej z wapieni i kredy części Tesalii świetnie sprawdzą się roditis i assyrtiko. Pierwsze delikatnie roślinne i mineralne, drugie nieco bardziej energiczne, rześkie i podobnie pachnące morską bryzą. Bóg uznał też, że koniecznie musi rozwinąć w Pelli swój silny kult. Nie minęło wiele czasu i zbudowano tu świątynię ku jego czci, a kilka wieków później zawitał do Pelli sam Eurypides, który w miejscowym amfiteatrze po raz pierwszy wystawił swoje „Bachantki”.

Po lewej: Domaine Ligas Roditis IGP Pella 2016
Po prawej: Maison Viticole Ligas Assyrtiko 2017
Naturalne, importer: Winemates

Náoussa

Nakreśliwszy losy przyszłego teatralnego zagłębia, Dionios ruszył na zachód. Ludzie zamieszkujący pagórkowate okolice byli dość poważni, po apollińsku wyważeni i pełni polotu. Mieli więc potencjał, aby tworzyć właśnie takie wina. „Ok – byle wam smakowało, najmilsi!” – rzekł dobrotliwie Dionizos, obdarowując tę krainę szczepem xinomavro – eleganckim, ale pełnym charakteru.

Efekty przerosły jego najśmielsze oczekiwania. Już niebawem delektował się złożoną ekspresją tej odmiany, mrocznie ziemistą jak chtoniczne bóstwo, a jednocześnie finezyjną, soczystą, pachnącą kwiatami i czerwonymi owocami. „Pobudza apetyt!” – zauważył z radością wiecznie nienasycony bóg. – „Ale dość tej sielanki na prowincji. Brakuje mi wielkomiejskiej obfitości. Czas odwiedzić Ateny. Tam się będzie działo!”

Thymiópoulos Earth and Sky Náoussa 2016
Bodynamiczne, importera brak.

Po drodze do Aten Dionizos postanowił skoczyć jeszcze na Olimp, żeby odwiedzić ojca Zeusa i resztę swojej nietypowej rodziny. Nie minął tydzień, a miał już serdecznie dosyć niekończących się małżeńskich kłótni Zeusa i Hery, pełnych przechwałek wojennych opowieści Aresa i nużących inteligenckich wynurzeń Apollina. Wyrwał się więc wreszcie Bachus do Aten, gdzie czule powitał patronujacą miastu siostrę i w towarzystwie kilku półnagich i półprzytomnych bachantek oraz gromadki rubasznych satyów urządził sobie całonocny obchód po kilku zaprzyjaźnionych świątyniach. Posilił się w nich zupełnie przyzwoitym wotywnym winem, bo ileż można jeść tę olimpijską ambrozję i pić nektar. Wreszcie, nasycony i wybawiony, chwiejnym krokiem poczłapał na południe, omijając górę Kisawos i przemierzając góry Pindos. Wreszcie dotarł do niewielkiego polis zwanego Tyrnavos.

Paolo Domenico Finoglia, Triumf Bachusa, ca. 1635

Tesalia

Natknął się tutaj na dobrze znaną już w winiarskim świecie malagousię. Ta tesalijska pachniała ziołami, żywicą i leśnią ściółką, a w posmaku Bachus wyraźnie wyczuł apetyczny imbir i orzechy laskowe, roztarmoszone naturalną dzikoscią i kwasowością wynoszącą wyżej niż sięga czupryna Kolosa Rodyjskiego. Po zdegustowaniu kilku amfor bóg z satysfakcją stwierdził, że winiarstwo w Tesalii ma się zupełnie dobrze i on, jako winny demiurg, nie ma już w tym regionie zbyt wiele do roboty. Obrał więc kierunek na Korynt, żeby się jeszcze trochę rozerwać i pomyśleć, co dalej.

Zafeirakis Tyrnavos Malagousia Natura 2016
Bodynamiczne, importera brak.

W pachnącej pieczoną rybą i śródziemnomorskimi ziołami korynckiej tawernie natknął się na brata, Heraklesa, który zabił niedawno w Nemei wyjątkowo wielkiego i żywotnego lwa. Posiliwszy się, obgadał z nim swoją ostatnią wizytę w domu i obaj uznali, że z rodziną wygląda się dobrze tylko na dzbanku, mozaice albo płaskorzeźbie.

Bóg wina urządził herosowi niezobowiązującą degustację kilku nemejskich agiorgitiko, bo wyraźnie widział, że potworny trud uduszenia bestii wciąż dawał się Heraklesowi we znaki. „Jak sądzisz, bracie, czy Achajowie powinni pozostać przy amforach, czy może powinienem spróbować nauczyć ich winifikacji w tych galijskich beczkach? I jak myślisz, czy przyjmą się tutaj szczepy, które uprawiają teraz Galowie na północ od Pirenejów?

„Ciężko orzec” – ciężko orzekł zmęczony heros. – „Ale powiem ci jedno: tutejsi załapali winnego bakcyla i wsiąkli w temat jak wino w tunikę, więc myślę, że możesz ruszać dalej. Mam zresztą niedoparte wrażenie, że znów ci się cokolwiek nudzi. Zasiedziałeś się, braciszku, nie jest tak?”

„Ano jest tak” – mruknął Dionizos, spojrzawszy tęsknie na jaśniejący w oddali Akrokorynt – położoną na wysokim wzgórzu wielką świątynię Afrodyty. Rozmarzył się o mieszkających tam, słynnych na cały świat, kapłankach swojej uroczej siostry. – „Jest jeszcze tyle wysp do ogarnięcia!”

 

Ciąg dalszy być może nastąpi.

 

Jedna odpowiedź na “Pijany demiurg, czyli o tym, jak Dionizos wężykiem po Grecji wędrował”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.