Collectif Anonyme – enjoy without moderation

[Ten strumień wspomnień pierwotnie pojawił się na blogu Lady Sommelier jako pokłosie listopadowej degustacji win Collectif Anonyme, a teraz się zreplikował i powędrował sobie tu z okazji mojej majówkowej pielrzymki na pogranicze francusko-hiszpańskie, gdzie ponownie spotkam się z ekipą Collectif Anonyme. Podczas gdy maceruje się właśnie ich nowy winiarski projekt pod nazwą PHASE 2, ich dotychczasowe etykiety nie powiedziały jeszcze w naszym kraju ostatniego słowa. Bądźcie czujni! A tymczasem, kiedy ja lecę samolotem do Tuluzy, poczytajcie sobie o pewnej listopadowej degustacji…]

Do tej degustacji w warszwskich Dyletantach przygotowywałam się jak do koncertu. Nie tylko z powodu jej ceny (niemal równej cenie biletu na przyszłoroczny tegoroczny koncert Toola, który oczywiście kupiłam). Również nie (tylko) z powodu muzycznych konotacji widocznych na etykietach win.

Powodem mojego nastawienia był przede wszystkim jeden z winiarzy Collectif Anonyme, z którym spotkaliśmy się w Warszawie. Ma on bowiem aparycję człowieka, który mógłby za chwilę roznieść lokal podczas punkowego show. Uprzedzajac pytania, wróciłam do domu w jednym kawałku. Podobno Kris podczas degustacji swoich win potrafi w iście rock’n’rollowym stylu zedrzeć z siebie koszulkę. Nie kulturalnie zdjąć przez głowę, ale zedrzeć. Tak słyszałam. Dlatego niemałe było moje zdziwienie, kiedy przekonałam się, jak spokojną i wyważoną osobą się okazał. Być może na ten spokój miała wpływ cokolwiek dystyngowana atmosfera restauracji, być może zmęczenie po degustacji w poznańskiej Mojej Winie poprzedniego wieczora, a może Kris po prostu spokojnie zbierał siły na degustację w krakowskim Karakterze, która miała odbyć się nazajutrz. Bo, jak wiadomo, w Krakowie to potrafią imprezować.

Ta etykieta z Aphex Twinem

Moje serce Collectif Anonyme zdobył jeszcze zanim spróbowałam ich win. Czym mnie kupili? Ano etykietą CA Blanc i CA Rouge (obydwie takie same) z korkociągiem pomysłowo ułożonym na podobieństwo słynnego loga Aphex Twina. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to jeden z najważniejszych elektronicznych muzyków w moim życiu. Win spróbowałam w Dyletantach po raz pierwszy. Podczas degustacji nalano nam CA Blanc 2015, czyli kupaż dwóch grenache – gris (90%) i blanc. Mętne wino w kolorze jasnego bursztynu ascetycznie pachnie spaloną słońcem ziemią, ziołami, do tego umami, które dodaje mu nieco głębi. Jeżeli jest tu jakiś owoc, to nienarzucający się, biały, pestkowy, może biała porzeczka. Mamy za to sporo pikanterii spod znaku białego pieprzu, soczystą kwasowośc i – dla równowagi – długi, muślinowy finisz. I tak jak bezkompromisowa jest muzyka Aphex Twina, tak CA Blanc nie za bardzo przymila się swoim charakterem, ale być właśnie dlatego jest tak ekscytujące. I przyjemnie komponowało się z łososiem z ziemniaczano-śmietanowo-ogórkową pierzynką.

Collectif Anonyme CA Blanc 2015
Collectif Anonyme CA Blanc 2015

REDRUM, REDRUM, REDRUM 2015

Drugie wino to szybki skok w filmowe rejony. Ta butelka to świetny prezent dla każdego fana Lśnienia Kubricka, a wypełniająca je mieszanka grenache i carignan (80 do 20 procent) jest przy okazji najzwyczajniej wyśmienita. Wszystko się w nim zgadza: sporo tu mroku, a jednocześnie ileż… lśnienia. Aromatom smoły i czarnych kamieni towarzyszą bowiem odświeżające nuty jeżyn i wiśni oraz dodające polotu niuanse garrigue i jałowca. Przestrzenna architektura wina bardzo smacznie zagrała z zapiekanym bakłażanem z pomidorem, serem emilgrana i grzybami.

Collectif Anonyme REDRUM 2015

Piękne jak Bowie

Wracamy do sfery muzyki płynnym, kocim krokiem, niczym Isabelle Adjani w klipie do utworu Beau oui comme Bowie, od którego wzięło nazwę kolejne degustowane wino z rocznika 2017. Kris powiedział wprost: to nie o Isabelle chodziło, nie chodziło też o klimat utworu, ale po prostu o niezwykły, androgyniczny urok Davida Bowie. I taki też jest ten kupaż syrah (80%) i carignan. Jego specyficzne piękno tkwi w bardzo ciekawym połączeniu miękkich tanin syrah i swoistej i męskiej surowości carignan. Męskie, ale kobiece; kobiece, ale męskie. Razem duet tworzy perfekcyjne napięcie i absolutnie kompletne wino z przewagą przeróżnych owoców leśnych, pieprzu, śródziemnomorskich ziół i melasy. Sparowanie go z potrawą zawierającą żółtko było tyleż śmiałe, co całkiem satysfakcjonujące. Wino gładko i miękko wtopiło się w kompozycję z trufli, ziemniaka, topinamburu i żółtka właśnie.

Collectif Anonyme Beau Oui Comme Bowie

Space Cowboy

O proweniencję nazwy Wild Cowboy Number One nie dopytałam, bo, hehe, zapomniałam. Mogę jednak w ciemno porównać je do kowboja lub gaucho, który przemierza prerię czy pampę, gdy w powietrzu unosi się zapach rozgrzanego piasku, roślinności i ziół, a podczas bezchmurnej nocy widoczne są całe gwiazdozbiory. Wszystko to dzięki mieszance carignan i grenache (80 do 20 procent). Wino ma w sobie sporo przestrzeni i energii – można mieć podejrzenia, że ten kowboj w swojej ogromnej szopie trzyma kosmicznego ścigacza, a pędzenie krów nie jest jego jedynym zajęciem. Wild Cowboy Number One 2017 piliśmy z boczkiem z soczewicą i szalotką – połączenie było bezbłędne.

Wild Cowboy Number One 2017

Big Rock Candy Mountain 2017

Nazwa ostatniego, słodkiego wina odnosi się do piosenki pod tym samym tytułem autorstwa legendarnego Harry’ego McClintocka. Opisuje ona idylliczną krainę, do której trafia główny bohater. Może tam śpiewać, opijać się grzańcem i bawić się w obrzucanie pomidorami zamkniętego w dyby szeryfa. Ukłon w muzyczną prehistorię idzie w parze z przywołaniem tradycyjnej dla regionu Banyuls produkcji słodkich win. Ale czy to wino było aż tak przyjazne? Trochę było – likierowym owocem i słodyczą kojarzącą się z cukierkami „raczkami”, ale nie brakowało mu zadziowy dzięki solidnej kwasowości z nutą gorzkiej lukrecji. Dwojaka była też końcowa przyjemność, jaką zaserwowano nam do tego wina. Z jednej strony był to deser z mocną nutą czekoladowo-wiśniową, z drugiej – selekcja polskich serów (pleśniowy i i kilka dojrzewających). Pierwsze połączenie dało hedonistyczny efekt likierowego czy grzanego wina, drugie było zdecydowanie gładsze i bardziej wytrawne.

 

Pairingi były ogólnie udane albo bardzo udane i żałuję, że były to porcje degustacyjne, bo chętnie posmoktałabym dłużej. Kurtyna w części restauracyjnej jednak opadła. Zresztą, to był dopiero wstęp bo właściwy „koncert” miał dopiero nadejść.

Big Rock Candy Mountain 2016

2 + 2 = 5

Kris przejął kontrolę nad bardziej nieformalną częścią degustacji, kiedy w końcu udało nam się z nim porozmawiać i dowiedzieć się większości tych rzeczy, które teraz przeczytaliście. Spróbowaliśmy więc soczystego CA Rouge, mrocznego syrah 1+1=3, zadziornego Île dans le ciel oraz pięknej bestii, czyli XTRMNTR. Porozmawialiśmy o muzyce, sztuce, winifikacji i o czymś tam jeszcze. Reasumując, efekt synergii zdecydowanie został osiągnięty.

W części degustacyjnej uczestniczyliśmy za własne pieniądze i jednocześnie nie ponosimy odpowiedzialności za ilość win osobiście nalanych do naszych kieliszków przez Krisa, któremu klaszczemy z całych sił. I trzymamy kciuki za nowy projekt.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Ewy Relidzyńskiej.

#winepunx #drinkmorewine

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.