Friday Screw ~ Champagne A&J Beaufort Polisy Brut Nature Reserve

Długo zastanawiałam się, czy napisać ten tekst, ale co mi tam, przynajmniej będzie śmiesznie.

Friday Screw

Trzydziestoparoletni wieczny tułacz, nazwijmy go Frankie, parający się co chwila innym zajęciem, wynajął maleńkie mieszkanko przy 15. Ulicy na nowojorskim Brooklynie. Okolica nie była bezpieczna i sytuacji nie ratowało sąsiedztwo znajdującej się vis-à-vis szkoły publicznej, ba, wręcz ją pogarszało.

fot. Yonghyun Lee / Unsplash

Pewnego wieczoru (było już grubo po dwudziestej trzeciej) przechodził obok okna sklepiku, w którym zwykle robił zakupy. Tym razem klientem był młody chłopak, który lekkomyślnie wyjął kilka banknotów – o kilka za dużo – i schował je z powrotem do portfela. Nie uszło to uwadze kilku stojących niedaleko zakapturzonych typów. Chłopak odszedł od okienka i nie minęło piętnaście sekund, a leżał oszołomiony ze złamanym nosem. Po zakapturzonych nie było śladu.

Minęło kilka dni. Frankie, będąc akurat świeżo po wypłacie, w piątkowy wieczór robił po pracy zakupy w tym samym sklepiku, jednak, nauczony doświadczeniem, starał się jak najdyskretniej operować gotówką. Bacznie obserwowany przez stałych bywalców tej okolicy, postanowił tym razem nie iść do swojego mieszkania, ale ukryć się na chwilę u sąsiadki o imieniu Layla, która mieszkała piętro wyżej ze swoją przyjaciółką Grace. Było u nich naprawdę ciasno, a jedynym siedziskiem było łóżko. Nie mieli więc wyjścia – usadzili się tam we trójkę, gdzie od słowa do słowa zaczęli stopniowo zmierzać ku pozycji leżącej. W pewnym momencie Frankie uznał, że jednak wróci do siebie i nie, nie otworzył sobie w nim naturalnego szampana od André Beauforta, bo nawet nie dane mu było spokojnie wejść do mieszkania. Inna sprawa, że nie bardzo było go wtedy stać na jakiegokolwiek szampana.

fot. Yonghyun Lee / Unsplash

Już zbierał się do wyjścia, gdy nagle cała trójka usłyszała hałasy. Musiały dobiegać z mieszkania Frankiego. Wezwanie policji nie miało najmniejszego sensu, i tak by nie zareagowała. Frankie wyjął z plecaka pistolet (oczywiście, że stale miał przy sobie pistolet) i razem z dziewczynami zszedł na dół.

Kiedy schodzili po schodach, nagle z mrocznego kąta wyskoczył na nich rosły mężczyzna. Ten jednak nie zdążył zrobić im krzywdy – Grace miała świetny refleks i wypaliła do napastnika ze strzelby (oczywiście, że dziewczyny trzymały pod łóżkiem naładowaną strzelbę). Drzwi zdemolowanego mieszkania Frankiego otworzyły się i ukazał się w nich drugi rabuś. Jednak i on nie był mistrzem szybkości, bo momentalnie padł od kuli wystrzelonej z pistoletu Frankiego.

W powietrzu unosił się brunatnozielony pył, na którym bujały się leniwie pierwsze promienie wschodzącego słońca.

fot. Aaron Mello / Unsplash

– Napisy końcowe –

A wam co śniło się ostatnio po połówce szampana?

Po pomyślnie zdanym egzaminie teoretycznym na prawo jazdy nareszcie odpaliłam tę długo wyczekiwaną petardę. W nosie – sałatka z jędrnych i soczystych moreli, renklod i bardzo dojrzałych słodkich jabłek skropionych sokiem z limonki, a wszystko to na tle aromatu dobrze wypieczonego chleba. W ustach – wibrująca naturalna energia spod znaku nieklarowanego cydru, podkręcona goryczkowym niuansem albedo pomarańczy, może anyżu. Język owija muślin bąbelków i łagodzi napiętą jak cięciwa kwasowość.

Champagne A&J Beaufort Polisy Brut Nature Reserve

Najlepsze było w tym wszystkim to, że pomimo tak treściwej zabawy, jaką zafundował mi ten musiak, następnego dnia nie odczułam żadnych negatywnych skutków jego spożycia. „Szampan na dwoje jest jak pół litra wódki na dwoje” – stwierdzicie. Być może. Być może to też zasługa zaledwie 12% alkoholu, ale nadal – połówka szampana normalnie powinna dać o sobie znać choćby minimalnym kacem. A tu nic. Myślę, że powodu takiej czystej frajdy należy doszukiwać się w konsekwentnie realizowanej koncepcji na uprawę winorośli i winifikację André Beauforta – autora tego cudeńka. Winiarz bowiem od wielu lat działa biodynamicznie w Ambonnay i Polisy na zaledwie 7 hektarach. Daje mu to możliwość prowadzenia winnicy w sposób maksymalnie nieinterwencyjny przy zachowaniu odpowiedniej higieny, która w przypadku produkcji win naturalnych ma kluczowe znaczenie. Sprawa jest prosta: im mniejsza przetwórnia, tym łatwiej ją ogarnąć.

Szampan powstał z długo macerowanych win bazowych z chardonnay z domieszką pinot meunier zebranych w 2014 roku, a dégorgement miał miejsce w listopadzie 2017 roku. Bardzo jestem ciekawa, jak będzie się zachowywał w kolejnych latach, bo potencjał do dojrzewania ma bez dwóch zdań. Choć szanse, że ktokolwiek będzie miał tyle cierpliwości do tego musiaka, są raczej marne.

Po swoją flaszkę pójdźcie do piwniczki Philippe’a de Givenchy i dajcie znać, jak się bawiliście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.