Wino do koncertu ~ Nick Cave and The Bad Seeds na Torwarze + Mitolo Jester Cabernet Sauvignon 2012 z Wine Avenue

Przypomnijcie sobie Wasz koncert życia. Jakie wino najchętniej byście do niego wychylili?

Jednym moich z najważniejszych koncertów był występ Radiohead w poznańskiej Cytadeli w 2009 roku. Rany, za rok minie już dziesięć lat, a wciąż doskonale pamiętam ten żar, a potem kojący wieczorny chłodek, kiedy urzeczona oglądałam niesamowicie energetyczny audiowizualny spektakl, jaki zaserwował nam zespół, litując się jednocześnie nade mną i nie grając utworu Creep.

I jak dotąd to był mój koncert życia. Jednak sześć lat później, na Open’erze, Nick Cave & The Bad Seeds absolutnie zgnietli i zmietli poznańskie show panów z Abingdon. Od tamtej pory moją miłość do Nicka Cave’a i Warrena Ellisa trudno nazwać jakąś tam fanowską sympatią. Bezwzględnie wyznaję ich talent i charyzmę. Oby żyli wiecznie.

Drugi raz panowie pozamiatali zeszłej jesieni, we wściekle mroźny październikowy wieczór. Tym razem znaleźliśmy się w dużej, ale zamkniętej przestrzeni hali, na pewno dającej więcej, hm, intymności, niż teren lotniska. Szłam zdecydowanie z dużo większym ładunkiem emocjonalnym i może też z większą wyrozumiałością, że Nick będzie w gorszej kondycji ze względu na swoje traumatyczne doświadczenia. Zresztą po druzgocącej wiadomości o tragicznej śmierci jego syna byłam pewna, że to już koniec jego muzycznej kariery. Tymczasem Nick jak feniks odzyskał pełnię sił i przekuł je w tym większą ekspresję na scenie. I było wszystko. Największe hity z The Mercy Seat, Weeping Song czy Red Right Hand na czele. Stopniowe dawkowanie emocji z niemal noise’owymi punktami kulminacyjnymi. Refleksyjne interludia ze starymi i nowymi balladami. Chodzenie po ogarniętej ekstazą publiczności. A na koniec wisienka na torcie: obowiązkowy melanż z fanami na scenie przy dźwiękach m.in. Stagger Lee. Wszystkie te skrajne, ale jakże wspaniale skomponowane doznania otrzymałam jak na talerzu (a konkretnie – na Torwarze), zaledwie kilka przystanków od mojego domu.

Jeszcze w trakcie koncertu postanowiłam podjąć się karkołomnego zadania, jakim jest dopasowanie do tego fenomenalnego wieczoru jakiejś adekwatnej butelki. I cóż, nie było łatwo. Wszczęłam poszukiwania w mieście stołecznym (a wirtualnie w całym kraju) idealnego czerwonego wina z Australii, no bo z jakiego innego kraju mogłabym dobrać wino do tego występu, jak nie z kraju pochodzenia zespołu? Postawiłam na cabernet sauvignon, bo – myślę – shiraz będzie jednak zbyt miękki, zbyt przyjemny, za mało zadziorny, taka czarna pantera, ale jednak udomowiona, ze spiłowanymi pazurami. Potrzebowałam czegoś z polotem, ale i z odpowiednią dawką taniczno-kwasowej zadziory. Wszystkie te tropy skierowały mnie ku porządnemu australijskiemu cabernetowi.

Dodatkowym utrudnieniem było założenie, że wino miało nie kosztować więcej niż około 100 złotych. Po wielu dniach tęgiej rozkminy i tygodniach poszukiwań padło w końcu na kosztujące 79 zł Mitolo Jester Cabernet Sauvignon 2012. Wino pochodzi z winnicy Mitolo Wines z McLaren Vale – regionu w Australii Południowej znanego z potężnych, a jednocześnie eleganckich win. Jestera ma w swoim portfolio Wine Avenue.

I w zasadzie prawie się udało. Prawie, bo doprawdy nie wiem, w jakie zakątki Australii musiałabym się wybrać, żeby znaleźć cabernet sauvignon, które smakuje jak wokal Cave’a i skrzypce Ellisa. Albo ile pieniędzy wydać tu w Polsce, żeby wrażenia z degustacji przynajmniej w dziesiątej części odpowiadały temu, co działo się tego zimnego wieczora na Torwarze.

W pewnym sensie wino miało ułatwione zadanie, bo w tym jesiennym koncercie nastrojowości i refleksyjności było więcej niż drapieżnych i szaleńczych pasaży, których których jednak zespół nie żałował i które serwował dokładnie wtedy, kiedy było trzeba. Podobnie Jester – to raczej dominacja dojrzałej elegancji owocu (jagoda, jeżyna, czarna i czerwona porzeczka, śliwka węgierka, suszona żurawina) oraz dodających polotu niuansów eukaliptusa i suszonej mięty. Nie brak tu temperamentnych, ale drobnoziarnistych i ładnie wtopionych w materię tanin, alkohol tylko subtelnie daje o sobie znać. Do tego szlachetne aromaty świeżo zmielonej kawy, pieprzu, ziemi i przykurzonych suszonych kwiatów. Zupełnie jak widniejący na etykiecie sowizdrzał, Jester to doświadczony showman, który doskonale wie, jak porwać publikę. Mnóstwo w nim charyzmy i charakteru i choć ma już trochę lat, to dzięki jakiejś tajemniczej, niemal młodzieńczej energii, wino nie nudzi się aż do ostatniego kieliszka.

Ocena: 4/5

Do czego: szlachetne wędliny, dojrzałe twarde sery, pieczeń wołowa, jagnięca, dziczyzna

Jedna odpowiedź na “Wino do koncertu ~ Nick Cave and The Bad Seeds na Torwarze + Mitolo Jester Cabernet Sauvignon 2012 z Wine Avenue”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.